Widzisz wiadomości znalezione dla zapytania: gry z statkami pasażerskimi





Temat: Polskie przymiarki na wycieczkowce?
Jest w tym jakiś pozytywny kierunek myślenia a nawet chęci w działaniu tylko ciekawe czy w aktualnych polskich realiach znajdą sie chętni , którzy zechcą zainwestować pieniądze w wycieczkowce , no chyba ,że na początek można by kupić statek z drugiej ręki co bardziej wydaje się realne do zrealizowania niż budowa nowej jednostki w naszej stoczni co może być dość trudne do zrealizowania w obecnej sytuacji ,ale mimo wszystko budowa takiego statku leży w zasięgu polskich stoczni problemem będzie tylko jaki miał by być to statek jakej wielkości i jak wyposażony , raczej na początek na jednostke rzędu 200 metrów bym nie liczył ,a swoją drogą dobrze ,że do gry chce wejść PŻM to już jest jakaś gwarancja na zrealizowanie planowanych celów tym bardziej ,że PŻM wielokrotnie zapowiadał ,że zmieni też profil żeglugi wprowadzając inne typy statków ,na koniec przypomne ,że w polsce wielokrotnie przymierzano się do budowy i eksploatacji własnych statków pasażerskich przypomne tylko takie projekty jak Polonia czy Mazowsze II oprócz tego Stocznia Szczecińska miała własne plany statków wycieczkowych które miały być budowane dla ZSRR pod koniec lat 80tych . Jestem też ciekaw jaka liczba i jakie statki pasażerskie wystawione są aktualnie na sprzedaż i które ewentualnie możemy zakupić ? http://www.portalmorski.pl/caly_artykul.php?ida=3962





Temat: JVC KD-G821
Mamy takie radyjko zamontowane na statku pasażerskim. Podłączone są do niego głośniki Creativa i dwa zwykłe (łącznie 6) i naprawde radyjko daje rade. Podłączony jest również do niego mikrofon. Planujemy mały wzmacniacz do niego podłączyć. Ale jeżeli chodzi o zamontowanie go w samochodzie to gra naprawde czysto, pięknie i głośno. Przed zamontowaniem na statku podłączyłem na próbe w fiestce pod małą tube i wyślałem że bębenki wyskoczą. Bardzo dobrym radyjkiem jest również
JVC KD-SH99R. Pozdrawiam

Link do przykładowego radyjka http://www.allegro.pl/ite...dzo_dobry_.html





Temat: K. O. Borchardt "Znaczy Kapitan"
Ja nastomiast wyczytałam jeszcze, że "Szermierz" oprócz tego, że miał w głowie" to miał też i "w nogach" - był mistrzem stumetrówki i biegów długodystansowych oraz mistrzem szermierki (stąd pewnie ksywa).Grywał w napadzie w najlepszym warszawskim klubie piłki nożnej. Nawet w boksie zdobywał wyróżnienia.
I "Starzec" zdobywał swe "mistrzostwa" - w szyciu żagli i grze na gitarze.

A co do opisu Świąt, znalazłam wzmiankę opisującą Wielkanoc w Sewilli kiedy to "Polonia" przybiła do jej brzegów:
"Sewilla na Wielkanoc zakwita. Niektóre ulice wysadzane są drzewkami pomarańczowymi i krzewami pnących szkarłatnych róż, okrytych o tej porze kwiatami. Sewilla na Wielkanoc czaruje tańcami najlepszych zespołów z całej Hiszpanii, a wielkanocne uroczystości kościelne nic nie straciły ze swego średniowiecznego przepychu. Toteż na Wielkanoc przychodzą tu z turystami największe statki pasażerskie całego świata"

I TYM AKCENTEM ŻYCZĘ WSZYSTKIM WESOŁYCH ŚWIĄT , BO NA SZCZĘŚCIE JESZCZE TRWAJĄ :)

Patrycja



Temat: Magazyn (czyli co kto ma i może przynieść)
Gwiezdny kupiec tak jak ja go widzę.

Plansza przedstawia 6 układów - słownie: sześć i całą masę torów. Wygląda bardzo skomplikowanie ale zasady są w miarę proste i po kilku turach wszystko się łapie. Ciężko wyjaśnić zasady "na sucho".
Handluje się czterema legalnymi towarami: żywność, podzespoły, izotp i polimr. Statki budujemy dowolnie wybierając jeden z dostępnych kilkunastu kadłubów i dołączając moduły (bojowe, towarowe, pasażerskie, itp.) - część z nich jest nielegalna i dostępna tylko na czarnym rynku (na którym można również handlować narkotykami i niewolnikami). Ekonomia jest dobrze odzwierciedlona - popyt / podaż, wahania cen w różnych układach zależnie od zapotrzebowania. Gracze mogą również kupować fabryki, magazyny, agentów (ci dają graczowi specyficzne możliwości), przechwytywać i atakować statki przeciwników, dokonywać sabotażu, lub po prostu zająć się handlem legalnymi towarami lub przewozem pasażerów.
Do wyboru (a raczej do wylosowania) 11 korporacji, różniących się warunkami początkowymi, zasadami specjalnymi i warunkami zwycięstwa.

Gra się świetnie, gracze zwykle knują ze sobą, zawierają ciche porozumienia itd. :>. Problem polega tylko na tym, że gra się bardzo długo i myślę, że trzeba mieć cały wolny dzień (przynajmniej jeden ) na rozgrywkę. Nie będę ukrywał, że to moja ulubiona planszówka, a z tego co wiem Przemek ma ją chyba nawet w Muzeum .



Temat: Prom "Skania" przypływa do Szczecina.
Question is nie co się stanie tylko kto kupi. Są już na liście do sprzedania. Dumping cenowy potwierda, że są zdeterminowani, by pokazać udziały rynkowe. I trzeba powiedzieć, że w ostatnich latach jak na swoje możliwości wykonali tytaniczną pracę. Nie zmienia to faktu, że przy dzisiejszym rynku największą wartość tej firmy stanowi marka. Przy obecnych cenach paliwa i nadchodzących nowych wymogach IMO - żaden ze statków nie stanowi wartości dla potencjalnego nabywcy. Może znajdzie się ktoś dla kogo wystarczającą kombinacją będzie marka + sloty w portach (rozkład). Ale musi to być ktoś z dużą kasą - kto będzie w stanie dużo zainwestować po ew przejęciu. W grę wchodzi Stena Line, może Scandlines i chyba najmniej obecnie DFDS, który ma spore problemy finansowe i który chyba nie ostanie się długo w obecnej formie. Po likwidacji ostatnich tras DFDS Seaways zmierza powoli w kierunku ograniczenia lub likwidacji operacji pasażerskich. Pytanie czy przynoszący nadal DFDS Torline będzie chciał się bawić w come back do operacji pasażerskich. Ale kto wie - Duńczycy jak wiadomo mają spore doświadczenie i z niejednego pieca chleb jedli.
Anyway - ewentualna prywatyzacja może być bardzo gorąca jeśli kilku dużych inwestorów branżowych zdecyduje się jednak powalczyć. Fundusze inwestycyjne mają już chyba dość inwestycji w ostatnim czasie - po wtopieniu 1,5 mld EUR w Scandlines, ostatnie ceny ropy były chyba wystarczającym kubłem zimnej wody na głowę hurraoptymistów spoza branży.



Temat: Przygodówki
Mam pytanie czy ktos wie gdzie mozna jeszcze jakims cudem zdobyć gre "Titanic: Adventure out of Time". Od kilku lat poszukuję tej gry przygodowej,jako że kiedyś interesowałem się statkami pasażerskimi... Od czasu do czasu przeglądam Allegro ale bezskutecznie. Pozdrawiam



Temat: Gwiazda Śmierci i jej doki...
tak czy siak drednaughty radzą sobie z mysliwcami nienajgorzej, tak samo carracki albo tartany. Tartany zrobiono na potrzeby gry ale są kanoniczne i w użyciu już kilka ładnych lat przed 1 gwiazdą, więc nie widze problemu użycia ich jako statków osłonowych dla większych jednostek.

A-wingi zawsze byly lipne, a jak wszedł trochę później koło 11 ABY E-wing z tą samą prędkością z uzbrojeniem lepszym od x-winga to już wogóle flota zaczęła się ich pozbywać. Inna sprawa że e-wingi wymiękły przy xj'ach.

Nie no jaka garstka ludzi? wystarczy popatrzeć na flote rebeliantów w komiksie rebellion - pomiędzy ep 4 i ep 5.

fotka rebelianckiej floty w 0.75 ABY

Jak widać flota rebeliancka tamtego czasu miała się nieźle pod względem ilościowym, jakość = gorzej, ponieważ były tam nawet statki separatystów czy acclamatory z wojen klonów second handowe.

Bez mon calamarian i ich przerobionych statków pasażerskich a potem vicountów później itd flota rebelii, nowej republiki byłaby krucha.

Trzeba też zauważyć że galaktyka star wars taka mała nie jest. W czasie imperium, były róóżne inne 'imperia' w stylu hapan, ssi ruuków i setek niepodległych planet / pomijając marvelowskich nagaii itd.

---------

Ide o wszystko że na takiej deathstar mieli troche drednaughtów / carracków/ tartanów podczas bitwy o yavin tylko ich nie wypuścili z hangarów.

Armia Imperium ma 1 generalną wade. Bardzo małą plastyczność. Bez dobrego stratega ala thrawn, to tak naprawde imperial star destroyerami i myśliwcami możliwośći wielu nie ma. Najczęściej stawiali tego na orbicie, bombardowali miasto, niszczyli jednostki większe i wygrywali częściowo samym strachem nad wrogiem.

Troche gorzej mieli gdy na duże, niecelne isd rebelianci kierowali często słabsze jednostki lekko opancerzone, w pewnym sensie kierowane na straty i gdy te jednostki zapewniały osłone, myśliwce doszczętnie dewastowały isd. Wiekowe y-wingi wprost idealnie nadawały się do misji niszczenia osłon.

Mały przykład - bitwa o hoth - stoi isd bez osłony bo wyskoczył później z nadprzestrzeni - dostał działem jonowym i rozsypujący się transportowiec gr i 2 x-wingi mineły go bez żadnych problemów, a działo jonowe jest sprzętem o wiele tańszym od takiego isd.



Temat: podniesienie bandery na holowniku w Gdyni w środę, etc.
podniesienie bandery na nowym gdyńskim holowniku - dni otwarte stoczni - wielki wycieczkowiec w Gdyni...

Na nowym gdyńskim holowniku CENTAUR II zostanie podniesiona bandera podczas uroczystości, która ma rozpocząć się 6 czerwca o godz. 13:00 przy nabrzeżu Pomorskim, na wysokości Akwarium Gdyńskiego.

Holownik zostanie po uroczystości udostępniony do zwiedzania NIESTETY TYLKO dla zaproszonych gości (VIP'ów), ale wszyscy z nabrzeża Pomorskiego będą mogli obejrzeć krótki popis możliwości manewrowych holownika planowany po jego odejściu od nabrzeża po uroczystości (trudno przewidzieć - o której dokładnie godzinie będzie miał miejsce ten pokaz).

- - - - -

8 czerwca w Gdyni największy dotychczas, rekordowy w polskich portach wycieczkowiec - NAVIGATOR of the SEAS.

W najbliższy piątek , 8 czerwca br. do Portu Gdynia wpłynie Navigator of the Seas. Jest to największy pod względem tonażu pojemnościowego brutto (główne kryterium wielkości statków pasażerskich), liczby miejsc pasażerskich oraz długości (311 m ) statek, jaki zawinie do gdyńskiego portu w jego historii.
Zacumuje w godzinach 7:00 - 12:00 przy Nabrzeżu Francuskim. Dokładnie obejrzeć będzie można go z Ostrogi Pilotów. Statek ten należy do statków klasy Voyager - obecnie czwartej co do wielkości klasy statków pasażerskich w świecie (licząc pojedyncze statki - NAVIGATOR jest na trochę dalszym miejscu w rankingu). Jednostka została przekazana do eksploatacji (nie "zwodowana" - jak podaje oficjalny komunikat portu Gdynia, a za nim powtórzą tak media) w 2000 r. w stoczni Kvaerner Masa-Yards Inc. w Turku (Finlandia). Matką chrzestną była znana tenisistka Steffi Graf.

- - - - -

17 czerwca będzie "Dzień Otwarty" (z możliwością zwiedzania) Gdańskiej Stoczni REMONTOWA SA i Stoczni Północnej w Gdańsku
nie wiadomo jeszcze w jakich godzinach.. a może już wiadomo, tylko ja jeszcze nie wiem...
w odpowiednim czasie postaram się nie zapomnieć podać szczegóły..

= = = = =

jakie wrażenia mają Państwo z "Open Day" na pokładzie promu STENA BALTICA - wczoraj (jeżeli ktoś z Państwa był) ?...

= = = = =

Nowe tablice w "Alei Statków Pasażerskich".

8 czerwca 2007 r. o godz. 10:30 odbędzie się uroczystość wmurowania tablic, na jedynej w Polsce "Alei Statków Pasażerskich".
Tablice wmontowane zostaną na Molo Południowym - Nabrzeże Pomorskie. Upamiętnią one zawinięcie do Gdyni statków Navigator Of The Seas oraz Hanseatic.

Uroczystość uświetni występ Pstrong Orkiestry oraz wystawa zdjęć statków, które zawinęły do Gdyni w latach 2001 - 2007 (od dnia inauguracji "Alei Statków Pasażerskich" - pierwszej uroczystości odsłonięcia tablicy).
Wystawę będzie można, w dniach 08 - 30.06.2007, oglądać w Centrum Gemini, ul. Waszyngtona 21, I piętro.

Przypomnijmy, że tablice pamiątkowe w tej Alei mają już Albatros, Birka Princess, Vistamar, Lili Marleen, Grand Princess, Discovery, Star Princess, Constellation oraz projekt Baltic Cruise.

==========================================

Podstawowe informacje o NAVIGATOR OF THE SEAS:
(nie sprawdzałem / nie weryfikowałem - podaję za oficjalnym komunikatem zarządu portu Gdynia)
• bandera - Bahama
• pojemność brutto - 138.279 GT
• długość - 311,12 m
• szerokość - 39,04 m
• wysokość - 63,45 m
• zanurzenie - 8,8 m
• ilość pokładów - 11
• szybkość- 22 węzły
• ilość kabin - 1557
• ilość pasażerów - 3840 (maksymalnie)
• ilość załogi - 1213
• dowództwo norweskie, pozostała załoga międzynarodowa
• wyposażenie: 12 barów, 7 restauracji (jedna trzypoziomowa), kasyno, kino, teatr (widownia pięciopoziomowa), biblioteka, 3 dyskoteki, 3 baseny, 6 jacuzzi, centrum odnowy biologicznej (fitness center, siłownia, aerobic, sauna, salon piękności), trasa do biegania, sztuczne lodowisko, pole golfowe, symulator do gry w golfa, boisko do koszykówki (pełnowymiarowe), ścianka do wspinaczki, galeria sklepów wolnocłowych , centrum konferencyjne mogące pomieścić 425 osób, centrum dziecięco - młodzieżowe.



Temat: Frontier
Frontier seria gier o chyba najdłuższej tradycji bo pierwsza część Elite pochodzi z roku 1984

Frontier to gra którą trudno sklasyfikować zacznijmy może od gatunku:
frontier jest gatunkiem sam dla siebie bo choć powstało kilka gier nasladujących frontiera to jednak zadna nie dorównywała mu grywalnosćia i ilośćią możliwośći sposobów prowadzenia gry

dość ogólnie można sklasyfikować Frontiera jako połączenie symulatora z grą ekonomiczną
(przy czym warto zwróćić uwage że gra jest bardzo realnym symulatorem i czasem naprawde mozna poczuć olbrzymią bezwładność statku)

gra nie ma zakończenia i daje graczowi pełną dowolność w kształtowaniu swojej kariery
najprośćiej mozna dorobić się latając miedzy dwoma bezpiecznymi systemami i kupować coraz wieksze statki

najszybciej zarabiać można na przemyćie (np przewożenie dóbr luksusowych i alkocholu do systemu w którym panuje dyktatura religijna )

można też zająć się wożeniem przesyłek dla wojska (a z czasem wraz ze wzrostem rangi otrzymywać o wiele ciekawsze misje) , przewozem ludzi ( z którymi wiążą się czasem problemy i kiedy sumka jest wyzsza niż zwykle warto starannie wypytać może się okazać że ktoś podpadł mafii albo policji)

można zamontować laser górniczy i oprzyżądowanie do pobierania towarów z próżni i zająć się górnictwem albo kupić maszyne górniczą i postawić na jakiejś planecie by co jakiś czas ja odwiedzić i zebrać żniwa

można zająć się zabójstwami na zlecenie, pomóc w szukaniu zaginionych osób

jeśli wolisz sławe nad spokojne dorabianie się możesz wyposarzyć odpowiednio statek i zająć się handlem w anarchistycznych systemach gdzie zawsze znajdzie sie jakiś pilot uważający że piractwo to łatwy i szybki sposób dorobienia ( czasem jest z niego nawet całkiem ładna sumka) dając nam okazje do podniesienia rangi ELITE ( organizacja pilotów)

a tak wspomniałem o wyposażaniu statków

we frontierze oprócz kilkudziesięćiu różnych statkówdysponuje się olbrzymimi możliwośćiami ich modyfikacji

samych silników są 2 rodzaje (używajace różnych paliw) w kilku klasach

do tego dochodzą uzbrojenie wyposarzenie defensywne (osłony urządzenie do niszczenia rakiet system autonaprawczy[z racji dużej masy mający sens tylko w dużych jednostkach] )

kabiny pasażerskie , systemy podtrzymywania życia w ładowniach ( niezbędne przy przewożeniu żywych zwięrząt lub... niewolników ), oprzyrządowanie do pobierania paliwa z gazowych gigantów i do pobierania towarów z próżni

czy w to dalej da się grać?

tak grafika wektorowa nieźle zniosła próbe czasu i choć otoczenie portów na planetach nie wyglada szczególnie ciekawie to jednak oczy nie bolą ( BTW można przeleciec pod mostem golden gate )

niestety dzis juz takie gry nie powstają bo jaką korzyść ma producent z gry która po ponad dziesięciu latach wciąż jest popularna?



Temat: XTM 0.7.4 nowości/poprawki/błędy
Mamy już jakiś czas wersję XTM 0.7.4, pograliśmy w nią trochę możemy więc już powiedzieć co się zmieniło w stosunku do wersji 0.7.3, jakie błędy zostały poprawione, a jakie nowe się pojawiły.
Oto taka lista:
1. Zwiadowca droid - po zmianie na satelitę zaawansowanego maja większy zasięg. Jednak czasami jest problem z tą zamianą, droid zamiast dotrzeć do wskazanego celu i zmienić się w satelitę zaawansowanego zatrzymuje się i po jakimś czasie znika. Po zmianie mamy satelitę z nazwą sektora w którym został postawiony. Czegoś takiego nie ma przy ‼normalnych” satelitach (przynajmniej tych zaawansowanych)
2. Nadal nie można dokować statkami do zdobycznego Lotniskowca J.
3. Po zakupieniu własnego DOK-u zaopatrzeniowego brak w nim komendy "Instaluj standardowe wyposażenie".
4. Jest obecnie w całym wszechświecie 5 Smoków Shivan. Różnią się one nazwami, uzbrojeniem i ilością Łusek, które po nich zostają.
5. Można teraz sprzedawać Łuski Smoka Shivan - skupują je Habitaty piratów w cenie 10276 kr. za sztukę. Jednak jednorazowo można sprzedać tylko 26 sztuk. Tak więc jesli chcemy sprzedać większą ilość nadal pozostaje nam zapakować je do zdobycznego statku i sprzedaż wraz z nim.
6. Poprawiono błąd polegający na wzroście ceny Łusek (do 50 mln) po sprzedaniu ich określonej ilości.
7. Nadal nie ma gdzie sprzedawać Skorup Chrząszcza Skalnego.
8. Poprawiono misję ze Scarabem, teraz już pomocnicy nie niszczą Galeona tylko po zdjęciu jego osłon zaprzestają ataków.
9. Po wykonaniu misji dla Gonerów, kiedy to stajemy się posiadaczem Arana, lub po zakupie tego statku w stoczni XTM-a dostajemy zaproszenie do misji z Vallhalą.
10. Misja z Vallhalą ma błąd w zakończeniu, brak nagrody za wykonanie misji.
11. Soneńskie Mantisy (pewnie pozostałe statki też) po przejęciu, po pewnym czasie wracają w posiadanie Sonenów (ciekawe co by było gdybym siedział w Mantisie, zostałbym katapultowany w przestrzeń?). Niszczenie tych statków na szczęście nie ma wpływu na nasze stosunki z Sonenami.
12. Jest nowy statek - Kha'ackie M3+ Intruder. Jednak dostępny jest tylko w grze z opcji startowej XTM-a Kha'ak Invader. Można go jednak kupić w stoczni XTM-a.
13. Argoński Cerber miał możliwość montowania na wieżyczce prawej PDF Beta, teraz jest poprawnie (chyba) i na wieżyczkach lewej i prawej można zamontować tylko PDF Alfa.
14. Nowe obiekty jak stacje pasażerskie. Szkoda tylko, ze nie można przewozić pasażerów pomiędzy stacjami i dostawać za to kasę.
15. Wzrosła ilość piratów w sektorach. Jeśli więc ktoś będzie miał ochotę np. na oswobodzenie borońskiej księżniczki, niech lepiej weźmie to pod uwagę.
16. Khaacke: Niszczyciel i Niszczyciel T2 faktycznie mają skok punkt do punktu w sektorze.
17. Jest nowa brama w Akeala's Beakon i sektor Memorial of Light.
18. Do Splickiego Pytona (M2) może dokować 2 statki w tym 1 TS (M6 nie sprawdzałem).
19. Soneńskie statki w stoczni XTM są teraz 2 razy droższe.
20. Koszty napraw warsztatu wzrosły niebotycznie. Nie da się już robić takich interesów na naprawie złomu jak w 7.3, ale dorobić się na tym nadal można
21. Ziemskie ekspedycje wojskowe przestały demolować argońskie sektory. W ramach wzajemności argoni nie atakują ziemskich statków. Ponadto Ziemska ekspedycja wojskowa krąży po sektorach przez cały czas gry, a nie tak jak było poprzednio tylko na początku gry.
22. Ziemskie statki transportowe i zwiadowcze krążą po wszystkich sektorach. Poprawiono ziemską ekonomię.
23. Nadal jest problem z osłonami w małym statku po oddokowaniu z dużego (Aran, Valhalla) poprzez komendę "Zmień statek". Jak zwykle pomaga na to wydanie małemu statkowi komendy "Podążaj za mnę" a następnie użycie teleportera w celu przeniesienia się na między statkami.

Jeśli zauważyliście coś nowego, jakiś poprawiony błąd lub nowy błąd, piszcie w tym temacie, a ja będę dopisywał do listy w pierwszym poście, tak aby wszystko było w jednym miejscu.



Temat: Pokrycie dna blachą miedzianą
Ściśle biorąc, kadłub Cutty Sark obito metalem Muntza, czyli tzw. żółtym metalem.
Otóż obijanie miedzią było bardzo drogie. Na statkach handlowych opłacało się to tylko w szczególnych okolicznościach, zwłaszcza pod koniec XVIII i na początku XIX, kiedy typowy rejs towarowca trwał dość długo i nie było żadnego nacisku na prędkość – podróże do Chin i z powrotem potrafiły zajmować ponad rok. Skala problemów obrastania kadłuba i zjadania go przez świdraki zależała też od szerokości geograficznej. Nie warto było stosować takich drogich zabezpieczeń dla statków zajmujących się transportem węgla między północnymi a południowymi portami Wielkiej Brytanii, zatrudnionych w handlu ze Skandynawią, Niemcami czy Holandią. Ale armator zainteresowany głównie szlakami do Indii Zachodnich i eksploatujący swoje jednostki na akwenach rojących się od piratów, mógł już inaczej patrzeć na kwestię opłacalności. Wybuch wojny lub zawarcie pokoju wpływały z kolei na liczbę korsarzy i potrzebę szybkiej ucieczki przed każdym okrętem nieprzyjaciela. Krótko mówiąc, początkowo obijanie miedzią statków handlowych było nikłe, ale żadnymi danymi statystycznymi na ten temat nie dysponuję.
Próbowano stosować zamiast miedzi zwykłe mosiądze, jednak – chociaż tańsze – były zarazem dużo mniej skuteczne.
Przełom przyniosło wynalezienie przez angielskiego chemika i metalurga, George’a Fredricka Muntza, tzw. żółtego metalu, nazwanego metalem Muntza. Z chemicznego punktu widzenia jest to twardy mosiądz (wprawdzie obecnie niektóre normy odróżniają żółty metal od metalu Muntza po bardzo dokładnie zdefiniowanej zawartości cynku, ale w XIX wieku do wszystkich mosiądzów z tej grupy odnoszono obie nazwy). Został opatentowany w Wielkiej Brytanii w 1832 i od około 1834 rozpoczął triumfalny pochód do floty handlowej. Miał bowiem niemal identyczne właściwości antyporostowe jak czysta miedź, a kosztował o jedną trzecią mniej. Odtąd bardzo wiele statków towarowych i pasażerskich obijano tym metalem. Często kładziono go nie bezpośrednio na drewno, ale na podkład z filcu moczonego w smole. Znowu nie mam tutaj danych statystycznych, lecz dla wyrobienia sobie poglądu wystarczy zajrzeć do rejestrów Lloyda, linki do których zostały znalezione i wskazane przez Kolegów z FOW. Przy opisach poszczególnych statków bardzo często można znaleźć literę C oznaczającą „miedziowanie”, litery YM oznaczające pokrywanie żółtym metalem oraz literę F, oznaczającą podkład z filcu. Rzadko pojawia się tam również mosiądz. Na podstawie tych rejestrów można na pewno sporządzić nawet wiarygodny bilans.
Obecnie uważa się, że nagły rozkwit konstrukcji statków o budowie kompozytowej, w czasach gdy od dawna pływały już żelazne, spowodowany był właśnie problemami z obrastaniem kadłubów. Na żelaznych jeszcze długo nie umiano sobie z tym poradzić (bezpośrednie obicie miedzią nie wchodziło z oczywistych powodów w grę = super ogniwo galwaniczne i super korozja), a dzięki taniemu żółtemu metalowi obicie drewnianych burt rozpostartych na żelaznym szkielecie stało się na dość długo najlepszą alternatywą.
Krzysztof Gerlach
P.S. Dziękuję za informację o blachach na dachy kościołów. Niby na nic mi się to nie przyda, ale człowieka drażni, jak nie wie takich, zdawałoby się oczywistych rzeczy.



Temat: Czym to zburzyć
Śledziłem dyskusję od pewnego czas i czas się włączyć.

Tak mi się wydaje, że nawet w obecnych czasach zniszczenie śluz przez lotnictwo będzie kłopotem. Lot z Europy do Panamy dla samolotów pasażerskich jest osiągalny i to chyba tylko w jedną stronę. Z militarnych przykładów to atak brytyjskiego Victora na Falklandy, ale chyba ten samolot był jeden (albo jeden doleciał ) i w grę wchodziło tankowanie w powietrzu. Podobne misje to loty B-2 (ale to już inna bajka) czy też zrzuty papu nad Afganistanem - latały transportowce z Niemiec.

W latach 40stych wg mnie w grę wchodziły lot łodzi latających napędzanych silnikami diesla i uzupełnianie paliwa z U-bootów. Zagrożenie to stan morza, uniemożliwiający lądowanie czy też start - czyli fale duże, albo brak wiatru Można było zmajstrować jakić zespół - nad łodzią latającą zabudować kolejny samolot, w miarę lekki, może to być Stukas. Jakby tak wysłać z tuzin takich maszyn to może kilka byłoby w stanie zaatakować śluzy

Pomysł przewiezienia samolotów w stanie złożonym jest raczej kontrowersyjny. Zauważmy, że nawet specjalnie projektowane dla lotniskowców samoloty często nie miały składanych skrzydeł (SBD, Zero). Z drugiej strony Japończycy "wozili" złożone samoloty w hangarach. Ile trzeba było czasu na przygotowanie takiej maszyny do lotu W przypadku U-bootów w grę mogło wchodzić holowanie konterera z samolotem lub zabudowanie hermetycznego pudełka, a w środku samolocik - Japończycy tak robili. Wystarczy poczekać na ładną pogodę, potem klucz francuski i można zabrać się do składania maszyny

Więc jakby nie patrzeć w tych przykładach można pokusić się o wysłanie nad cel samolotu z bombą ok. 500kg. czyli raczej mało.

Wydaje mi się, że problemu z atakiem nie były duże. Najważniejsze było zaskoczenie. Kilka samolotów lecących w stronę kanału nie musiało być przyczyną alarmu. Teren był oddalony od działań wojennych, realność ataku niska, własna przewaga mogła uśpić aliantów. Zresztą przepływało tam wiele jednostek, statków, okrętów, szkoliły się tam załogi lotniskowców więc kilka maszyn mogło zostać niezauważonych.

Njabardziej hardcorowym pomysłem mogło być wysłanie samolotów pasażerskich lub zdobycznych bombowców i po prostu przelot do USA, lądowanie w miasteczku, gdzieś na prowincji, gadka-szmatka, zatankowanie i dalszy lot w stronę Panamy. Meksyk był dużym krajem, kawałem płaskiego pola mogło się znaleść, kolejne tankowanie, może nawet zabranie bomb. Dalej lecimy do Panamy i można albo bombardować, może wysadzić spadochroniarzy, komandosów itp.

Zauważmy, że nie trzeba było zniszczyć śluż. Być może wystarczyło zniszczenie instalacji zasilających, napędów, może elementów mechanicznych. A więc kilka kumulacyjnych ładunków podłożonych w odpowiednich miejscach i Kanał Panamski jest zablokowany - na krótko, ale zawsze. W wersji lotniczej trzeba było trafić w transformator, może generator, budkę operatora

Istnieje jeszcze inny pomysł, już chyba nawet tutaj podany. Można było opanować statek handlowy i przy przepływaniu przez kanał doprowadzic do katastrofy. Być może taran, być może desant

Na razie starczy z mojej strony.



Temat: Mała Barsawia?


Oczywiście, że masz rację, ale w temacie chodziło mi, że różnorodność Barsawii nie jest dobrze zobrazowana przez osoby tworzące system. Jesteśmy w stanie stworzyć każde miasto, każdą wioskę, czy każde inne miejsce - do woli. Ale to samo oferują nam inne systemy, które dodatkową mają o wiele większy świat - i nie raz bardziej różnorodny....


Hym, Earthdawn ma specyficzny i bogaty klimat. Jeśli się tak przyjżec z bliska to tak naprawdę aż to bogactwo wylewa się z krain, a dodatkowo jest wiele przestrzeni na której można wprowadzać swoje pomysły, bez ingerencji, jak w innych systemach w których trzeba uważać, bo ten zagajnik tu nie może powstać, gdyż według podręcznika tutaj właśnie jest wioska. Dodatkowo trzeba pamiętać ze barsavia to tylko jedna z prowincji (jak twierdzi Thera ), poza granicami tez jest życie i to obfitujące w wiele różnorodnych kultur.



Hmm... właśnie przeglądnołem podręcznik i nie znalazłem tam nawet tuzina państw, czy miast-państw, no ale wyliczmy: Throal, Thera, Iopos, Jerris, Kratas, Travar, Urupa, Krwawa Puszcza. Landis i Kara Fahns nie isnieją formalnie po pogromie, Scythia - tylko częsciowo. Oczywiście jeżeli doliczysz każdy dom t'skrangów to będzie ponad 12 państw. Jednakże większość z miast przeze mnie wymienionych nie wydaje mi się znacząco liczyć w politycę "wielkich". .


Ale przecież nie w ilości a w jakości siła. Nawet istniejące miasta stanowią taki potencjał, ze można zaaranżować każda miejska przygodę. Polityka? Jest tyle frakcji znanych i nieznanych , które mogą sie wmieszać w politykę. Naprawdę nie ma sensu wymyślać innych miast.



No tu masz rację - Wężowa rzeka rzeczywiście jest bardzo barwna i świetnie opisana. Opisana tak, jak powinna byc opisana cała Barsawia...
.


Oczywiście ze mogłaby być tak opisana, tylko ile wtedy stron miałby podręcznik? 1000 lub więcej, jaka by byla cena i czy kogoś było by na to stać? Zauważ, ze nawet dodatek "barsawia" opisujący krainy porusza tak naprawdę tylko wierzchołek góry lodowej, dopiero konkretne dodatki opisujące jakiś fragment mapy, pozwala rozwinąć skrzydła na tyle, by dość dokładnie opisać ten teren. Świadczy to tylko i wyłącznie jak wielki potencjał ma nawet sama barsawia.



Nie wydaję mi się, że Barsawia jest bardzo róznorodna. Jak pisałem na początku, co my tu mamy takie szczególnie różnorodnego? Jedną rzekę (zresztą, jak pisałem wcześniej, świetnie opisaną), 3 duże puszcze, kilka pasm górskich, Złoziemia i kilka państw. Wydaje mi się tez, że są tylko trzy rejony naprawdę dobrze opisane: Wężowa, Throal i Krwawa Puszcza. Tyle. A reszta jest albo opisane jedynie pokrótce, albo wogule. .


Moim zdaniem jest to wystarczające, choć jakby ukazał sie dodatek o Iopos to bym sie nie pogniewał , daje to duże pole do manewru dla MG, nie krępując go jak naprzyklad w MERP'ie. Następnym punktem ze takim opisaniem jest fakt, ze przecież większość Barsawwi dopiero sie odradza i jest nie zbadana. Szlaki handlowe pomiędzy miastami sa może i trochę bezpieczne, ale zbocz choć na chwile a możesz juz nie powrócić (na początku jak prowadziłem to i szlaki na mapach były blednie naniesione, niektóre zmieniły trasy a nie zostało to odznaczone, niektóre pochłonęły pustkowia. W tych miejscach można było wcisnąć wszystko, ruiny jakiś starożytnych królestw, bandy koczowników, kaery, wioski ludzi wolnych, opanowanych przez horrory, leże dzikich bestii itp.) Jak juz pisałem, to ze jest więcej nie znaczy, ze jest lepiej.



I jeszcze pytanie do tematu, trochę zapoczątkowane przez Bulkersa: jak ukazujecie Barsawie swoim graczom, albo jak wy widziecie tę kraine pokazaną przez Mistrza Gry? Czy jest łatwo przemierzyc ją z kresu do kresu? Jak często używacie statków powietrznych przy transporcie? I wreszcie, czy "wasza" Barsawia jest różnorodna i "pełna"? .


Tak pokrótce
Moja barsavia odradza sie po pogromie, wylizuje sie z ran. To świat zniszczony i dziki, plemiona walczą o przetrwanie często miedzy sobą. Większe społeczności zbierające sie w miastach są bardziej cywilizowane, do tego dochodzą egzotyczne krainy innych ras. Takie połączenie Arabii z Aztekami.
Wędrówki sa niebezpieczne, niewiele jest miejsc na mapie gdzie można swobodnie, bez obaw przejechać. Statki to u mnie rzadkość, tak naprawdę to posiada je tylko wojsko i kompanie handlowe, pasażerskich nie wprowadzam . Uważam ze moja Barsawia jest jak najbardziej "pełna i różnorodna" no dobra, nie ma zimy, ale to przez klimat



Temat: 1
Kolejny ciekawy pomysł nasdzego rządu


Przekopiemy się na Bałtyk przez Mierzeję Wiślaną

Warto go budować, choćby dla samego uniezależnienia się od Rosji. Kanał przyczyni się też do rozwoju regionu - mówi minister gospodarki morskiej Rafał Wiechecki

Rząd już umieścił tę inwestycję na liście strategicznych projektów. Kanał ma być gotowy w 2010 roku.

O przekop mierzei zabiegały władze województwa warmińsko-mazurskiego oraz Elbląga. Poparł ich minister gospodarki morskiej Rafał Wiechecki (LPR) i kanał wpisano do rządowego programu "infrastruktura i środowisko" zaakceptowanego już przez radę ministrów. O finansowanie Polska będzie zabiegać w Unii Europejskiej i NATO - dla Paktu to obszar strategiczny ze względu na bliskie sąsiedztwo z Rosją. Szacowany koszt budowy kanału to 60 mln euro.

Inwestycja ma podtekst polityczny. Jedyna droga z Zalewu Wiślanego na Bałtyk prowadzi przez kontrolowaną przez Rosję Cieśninę Pilawską. Rosjanie w maju wstrzymali ruch na Zalewie. Utrzymują, że umowa, na podstawie której polskie statki mogły korzystać z ich wód terytorialnych w rejonie Kaliningradu, jest już nieważna. To dlatego, że podpisywali ją jeszcze za Stalina w 1946 r. z bratnim krajem socjalistycznym. Teraz Polska jest w UE i braterstwo nie wchodzi w grę.

Po raz pierwszy Rosjanie zabronili pływać polskim jednostkom przez cieśninę w 2003 r. Upierali się, że pasażerowie udający się na kilkugodzinną wycieczkę do Kaliningradu, nawet jeśli nie schodzą na ląd, powinni mieć wizy. Polski MSZ stanął na stanowisku, że to absurd. Negocjacje z Rosjanami trwały trzy tygodnie i ruch został przywrócony. Sytuacja powtórzyła się w czerwcu 2004 r. Wtedy Rosjanie po raz pierwszy stwierdzili, że umowa wygasła, ale - jak stwierdzili - pójdą na ustępstwa. Identyczna sytuacja miała też miejsce pod koniec ubiegłego roku.

Na blokadzie tracą polscy armatorzy, szczególnie Żegluga Gdańska, która zarabiała na wycieczkowych rejsach z Elbląga i Gdańska do Kaliningradu. Na skraju bankructwa stoi wybudowany niedawno za pieniądze UE port w Elblągu, który egzystował dzięki handlowi z obwodem kaliningradzkim.

Są jednak też przeciwnicy przekopania Mierzei, np. władze Krynicy Morskiej. Najbogatsza polska gmina, położona na końcu polskiego odcinka mierzei, obawia się, że kanał utrudni dotarcie do niej.

Protestują też ekolodzy. Ich zdaniem przekop wpłynie negatywnie na ekosystem Zalewu Wiślanego. Ekolodzy przypominają, że cały pas Mierzei Wiślanej jest międzynarodowym obszarem ochronnym wpisanym do europejskiej sieci Natura 2000. Na takich terenach człowiek nie powinien dokonywać znaczących ingerencji w środowisko. Z tego powodu Polska może nie otrzymać żadnych pieniędzy z UE.

Argumenty przeciwników stara się zbić prof. Tadeusz Jednorał, prezes Pomorskiej Federacji Stowarzyszeń Naukowo-Technicznych. To on dziesięć lat temu z zespołem ekspertów opracował pierwszą koncepcję przekopu.

- Nie będzie żadnych trudności komunikacyjnych z Krynicą Morską. Równolegle z budową kanału stawiany będzie nad nim most - mówi prof. Jednorał. I przypomina, że badania sprzed lat wykazują też, że kanał nie spowoduje zasolenia Zalewu.

Budowa ma ruszyć w 2008 r. Zgodnie z koncepcją prof. Jednorała kanał biegłby w najwęższym miejscu mierzei we wsi Skowronki położonej między Kątami Rybackimi a Krynicą Morską. Liczyłby 1,5 km długości, 40 m szerokości i 5 m głębokości. Te wymiary umożliwiłyby żeglugę statkom towarowym, pasażerskim i rybackim. W ciągu kanału zaplanowano 25-metrową śluzę z wrotami, które pozwoliłyby kontrolować przepływ wody i panować nad sytuacją w razie sztormu.


Źródło



Temat: W kosmos zgodnie z prawem
Nadchodzi era wycieczek pozaziemskich. Amerykański rząd już przygotował projekt ustawy regulującej nieistniejący jeszcze rynek.

Przepisy na nowo określają wymogi wobec prywatnej działalności w kosmosie. Dotychczas kolejne firmy obiecywały Amerykanom wycieczki na orbitę, ale ci jakoś nie mogli się tego doczekać. Teraz administracja George'a W. Busha uwierzyła w te obietnice. Skoro nadszedł kres państwowego monopolu, trzeba zatroszczyć się o klientów nowo powstających kosmicznych linii pasażerskich.

Na statek służbowo

Do tej pory Amerykanie wybierali się w kosmos wyłącznie służbowo. Kłopoty z wahadłowcami doprowadziły ostatnio do kuriozalnej sytuacji. W ramach rosyjskiego wkładu w program Międzynarodowej Stacji Kosmicznej amerykańskich astronautów wysyłali w kosmos Rosjanie. Umowa o bezpłatnym transporcie na stację ludzi, sprzętu i zapasów wygasła w październiku. Tym samym dowódca obecnej zmiany Bill McArthur pozostał na orbicie bez biletu powrotnego. A wahadłowce nadal są uziemione. NASA nie mogła kupić u Rosjan rakiet, ponieważ w 2000 roku Kongres specjalną ustawą zabronił rządowi jakichkolwiek zakupów rosyjskich technologii (w odwecie za podejrzane transakcje Moskwy z Iranem). Dopiero specjalna nowelizacja tamtej ustawy uczyniła wyjątek dla wspólnych badań kosmosu. Dzięki temu pod koniec grudnia NASA zawarła nową umowę z Rosjanami. Zgodnie z nią Amerykanin ma zapewniony powrót na Ziemię tej wiosny. Za wysłanie na stację każdego kolejnego astronauty Amerykańska Agencja Kosmiczna zapłaci Rosjanom prawie 22 mln dol.

Transport publiczny...

Z przeprowadzonej w 1997 r. przez NASA ankiety wynikało, że aż jedna trzecia Amerykanów chętnie przeleciałaby się w kosmos prywatnie. Koszty tygodniowej wyprawy na stację orbitalną wynoszą około 20 mln dol. Wiadomo, że są ludzie, których na to stać, chociaż nie jest to jedna trzecia społeczeństwa. USA nie zdecydowały się nigdy na sprzedawanie wolnych miejsc w wahadłowcach. Rosyjska Agencja Kosmiczna owszem - oferuje przejażdżkę na pokładzie statku Sojuz, poprzedzoną intensywnym szkoleniem i szczegółowymi badaniami lekarskimi. Pozwolili sobie na to trzej multimilionerzy (dwaj Amerykanie i obywatel RPA), a także japońska telewizja, która na orbitę wysłała swojego reportera. Od kilku miesięcy Rosjanie proponują ryzykowną i ekscytującą wyprawę dookoła Księżyca. Na wydatek 100 mln dol. nie zdecydował się jeszcze nikt.

Ostatnio amerykańscy eksperci oszacowali na nowo popyt na pozaziemskie wycieczki. Badania wykazują, że turystyka kosmiczna może w ciągu 15 lat stworzyć rynek wart miliarda dolarów rocznie. W grę wchodzą dwa segmenty: loty na orbitę i trzygodzinne przejażdżki suborbitalne. Te pierwsze będą nadal cieszyły się umiarkowanym powodzeniem, a dotychczasowa cena najprawdopodobniej się utrzyma. Za 15 lat, zdaniem fachowców, na orbitę latać będzie 60 turystów rocznie, co oznacza 300 mln dol. wpływów.

...i prywaciarze

Bardziej obiecująco przedstawiają się perspektywy nieistniejącego jeszcze rynku wypadów suborbitalnych. Konkurujący ze sobą prywatni przewoźnicy zabiorą klientów niżej i na krócej niż rosyjska agencja rządowa, ale za to znacznie taniej. Kilka minut w stanie nieważkości na wysokości przekraczającej 100 km, widok na krzywiznę planety i rozciągającą się powyżej rozgwieżdżoną otchłań obecnie wycenia się na 200 tys. dol. Z badań wynika, że w 2021 roku na przejażdżkę "z niższej półki" wybierze się 15 tys. osób. Ponieważ koszty powinny sukcesywnie spadać, ten segment rynku ma być wówczas wart 700 mln dol.

W odróżnieniu od misji rządowych (organizowanych przez NASA czy amerykańskie siły powietrzne), na każdorazowe wystrzelenie komercyjnej rakiety trzeba zdobyć odpowiednią licencję. Dotychczas obowiązująca ustawa pochodzi z 1984 roku, a jej uchwalenie uznaje się za początek amerykańskiego prywatnego sektora działalności kosmicznej. Od tamtego czasu wydano ponad 170 pozwoleń na start, udzielono również zgody na funkcjonowanie na terenie USA pięciu portów kosmicznych obsługujących prywatne przedsięwzięcia.

Dotychczasowe licencjonowane starty komercyjne nie przyniosły znaczących szkód materialnych ani ofiar. A właśnie na straży ludności i mienia oraz bezpieczeństwa narodowego stały dotychczasowe restrykcyjne przepisy. Były to przede wszystkim starty sztucznych satelitów. Ludzi, którzy odwiedzili granicę kosmosu w ramach prywatnego przedsięwzięcia, było do tej pory dwóch. Obaj pilotowali SpaceShipOne - pierwszy prywatny statek kosmiczny.

Bezpieczeństwo ponad wszystko

123 strony przygotowanego właśnie projektu regulują większość zagadnień związanych z wycieczką w kosmos. Określają kwalifikacje pilotów i wymagania wobec pasażerów. Uczestnicy lotu będą musieli przejść odpowiednie szkolenie, które przygotuje ich do sytuacji awaryjnych, takich jak spadek ciśnienia w kabinie lub pożar. Organizatorzy będą ponadto zobowiązani do rzetelnego informowania o każdym ryzyku związanym z lotem i o ewentualnych wcześniejszych problemach z pojazdem.

Badania lekarskie nie będą natomiast obowiązkowe. Pasażer płaci i ryzyko problemów ze zdrowiem bierze na siebie. Nie wolno natomiast zabierać w kosmos... terrorystów. Najhojniejszy klient musi być przez przewoźnika sprawdzony na federalnej liście obowiązującej na amerykańskich lotniskach. Nowe prawo wejdzie w życie prawdopodobnie za pół roku.

Już działająca pierwsza kosmiczna linia lotnicza Virgin Galactic Richarda Bransona będzie latać na pojazdach SpaceShipTwo. A więc - rozszerzonych wersjach jedynego prywatnego statku kosmicznego, który rzeczywiście był w kosmosie kilka razy. 150 chętnych już zapłaciło za bilety, chociaż muszą poczekać jeszcze co najmniej rok. Gubernator stanu Nowy Meksyk zamierza wspólnie z Bransonem zbudować kosmodrom na potrzeby komercyjnych przewoźników. Na ranczu w sąsiednim Teksasie port kosmiczny dla własnego pojazdu buduje Jeff Bezos. Słynąca z przylądka Canaveral Floryda bije na alarm - straciła właśnie mnóstwo wysokopłatnych miejsc pracy w zawodach przyszłości. Prywatny transport kosmiczny przyniesie przecież przede wszystkim nowe i tańsze technologie. A do tego będzie potrzeba rzeszy wykwalifikowanych specjalistów.

źródło: Gazeta.pl



Temat: dalej o liberalizacji przepisów

Dlaczego ciągle czepiacie się tych patentów?
I patentów, i faktu że dokumenty o charakterze uprawnień państwowych wydaje instytucja będąca prywatnym stowarzyszeniem, czerpiąca z tego niemałą kasę i tym samym żywotnie zainteresowana w podtrzymywaniu nieuzasadnionych restrykcji.

Rok temu pojechałam na obóz żeglarski szkoleniowy nie mając o żeglarstwie najbledszego pojęcia. Trwał 3 tygodnie, zrobiłam patent - i finał.
No i chwali się. Taka była Twoja droga do żeglarskiej "kariery" Ale postaw się w sytuacji młodzieńca który miał to szczęście że jego ojciec/wujek/kumpel który żeglował "od zawsze" zabrał go na rejs i wyuczył żeglowania w stopniu o jakim na żadnym kursie nawet nie sposób marzyć. Teraz ten nowy żeglarz, który umie pływać nie gorzej od absolwentów, a pewnie i niejednego instruktora tzw. kursu na patent, musi poddać się uciążliwej, kosztownej i w jego przypadku zupełnie niepotrzebnej procedurze "robienia patentu". W jakim celu?

Skończyły się moje problemy ze zrobieniem patentu, których tak naprawdę nie było.
A przecież gdyby patenty nie miały charakteru obowiązkowych uprawnień do pływania, za niemanie których grozi mandat, lecz tak jak to jest w wolnym świecie, nieobowiązkowych świadectw kompetencji, które ułatwiają (ale nie warunkują) wyczarterowanie jachtu lub załapanie się na rejs, w ogóle nie byłoby żadnych "problemów". Kto by chciał, robiłby patent, kto by tego nie potrzebował, pływałby bez niego.

I przecież mam prawo pływać na każdym jachcie żaglowym po śródlądziu.
To się ciesz, bo gdyby nie mrówcza (i czasem mało widoczna) wieloletnie praca bardzo wielu ludzi w kierunku liberalizacji przepisów, do dziś tkwilibyśmy w stanie prawnym sprzed 1981 roku. I z Twoim "patentem żeglarza" moglabyś prowadzić po śródlądziu w porze dziennej jachty mieczowe do 15mkw powierzchni żagla (np. Omegi) pod nadzorem instruktora! Aby nabyć prawo samodzielnego prowadzenia jachtów, musiałabyś zdobyć patent sternika nabawiwszy się odcisków podczas dezetowych galer na pokłutych od nauki szplajsowania dloniach.

Teraz płynę na swój pierwszy rejs co by się nieco podszkolić, ponieważ postąpiłabym nieodpowiedzialnie wypływając samodzielnie jeszcze tak niewiele umiejąc.
Twój rozsądek również się chwali. Ale niby dlaczego miałby nie postąpić dokładnie w ten sam sposób ktoś kto patentu nie ma, po to aby nabrawszy doświadczenia w rejsie prowadzonym przez kogoś bardziej doświadczonego popłynąć w końcu samodzielnie? Z drugiej strony, ile warte są "uprawnienia", których posiadanie nie gwarantuje, jak sama przyznałaś, dostatecznych umiejętności do samodzielnego prowadzenia rejsów? Czyż nie czułabyś się bardziej komfortowo gdyby na Twoim patencie zamiast "Posiada uprawnienia do prowadzenia po wodach śródlądowych jachtów żaglowych bez ograniczeń" było napisane: "Odbył/a przeszkolenie żeglarskie na poziomie podstawowym". A "uprawnienia" do prowadznia jachtów miał by tak czy inaczej każdy - tak jak prawo do życia.

Prawa jazdy dla kierowców samochodów nikt się nie czepia.
Ano nie. Ale gdyby niemal takie same "prawa" trzeba było zdobywać po to aby móc jeździć rowerem, to chyba czepiałby się tego niejeden? Tymczasem to nie z samochodami ale z rowerami można porównywać jachty żaglowe, jeśli idzie o poziom zagrozenia stwarzany sobie i innym. Wystarczy sobie porównać energię kinetyczną samochodu o masie 1 tony jadącego 100km/h, jachtu o tej samej masie płynącego 10km/h, oraz roweru o masie (wraz z kierującym) 100kg jadącego 30km/h. Wymowny przykład? Z jedną istotną różnicą: aby analogia jachtu z rowerami była pełna, te ostatnie musiałyby jeździć nie po drogach publicznych raz po raz mijając się z jadącymi 100km/h samochodami w odleglości metra a nawet mniejszej, lecz po ogromnych placach wielkości jezior, gdzie tylko czasem niczym samochód przemknie motorówka, lub niczym motocykl - skuter wodny.

Ich rejestracji również, choć w rejestrację jachtów nie chcę za mocno wnikać, bo nie wiem o tym zbyt wiele
Więc postaraj się czem prędzej o własny jacht, i spróbuj go zarejestrować w "Okręgu". Na wstępie możesz zapoznać się z wymogami odnośnie niezbędnych dokumentów na stronie:
http://www.wozz.org.pl/index.php?menu=43

Skoro policjant na drodze ma prawo żądać od nas pokazania prawa jazdy, dlaczego miałoby być inaczej na wodzie?
A jest inaczej? Funkcjonariusz Policji Wodnej moze wszak zażądać "prawa jazdy" na szybką motorówkę", oraz dowodu rejestracyjnego takiej jednostki.

A tirów również nie wolno nam prowadzić, nawet posiadając prawo jazdy samochodami osobowymi.
Oczywiście. Posiadaczom patentów motorowodnych nie wolno prowadzić pchaczy, a także statków pasażerskich (czyli "autobusów")

I jeszcze tylko jedno pytanie: jak to w końcu jest, do jakiej długości jachtu można pływać bez patentu?
Do 7,5m długości kadłuba. Powierzchnia żagli nie gra roli.

Trochę się w tym wszystkim już gubię...
Zawsze do usług w razie jakichkolwiek wątpliwości
Tomek Janiszewski



Temat: Opisy Bohaterow NPC
Imię i nazwisko: Rufus Neuvile
Wiek: 20
Rasa: Człowiek
Zainteresowania: Sterowce.
Charakter: Pogodny i wiecznie uśmiechnięty. Zawsze próbuje obrócić sytuację w żart. Niemal w ogóle nie ma „smutnych dni”. Jest życzliwy dla drugiego człowieka, lecz ma fobię na punkcie sterowców, jednakże mimo to nie przekracza swoich „granic”

Pochodzenie: Gaal. Miasto Meis, a dokładniej dzielnica przemysłowa, w pobliżu portów i lądowisk sterowców. Można by powiedzieć „takie bogatsze slumsy”

Wygląd:
”Szczotkowate” kasztanowe włosy, często przykryte chustą, albo googlami. Długa, gładka twarz nie posiadająca żadnych stałych znaków szczególnych, za to często goszczą na niej plamy od oleju. Średni wzrost i przeciętna budowa ciała. Ma kilka zadrapań na przegubie prawej ręki. Po „pracy: liczne plamy oleju na ciele.

Ubiór:
Zasadniczo można wyróżnic dwa stroje. Roboczy i „do ludzi” które nie różnią się zbytnio od siebie.
Strój roboczy: Grube, stare skórzane buty, pierwotnie brązowe, obecnie czarne od oleju. Spodnie szare w czarne plamy, tu i ówdzie podarte, ale dziury są niewielkie. Podkoszulka(o dziwo, ciągle) biała, na to bladoczerwona koszula flanelowa i kufajka koloru spodni. Na głowie chusta albo inne nakrycie ochronne.
Strój „do ludzi” Zasadniczą różnicą jest to iż jest czysty – brak na nim plam z oleju. Buty wygodniejsze i dopasowane do stopy, spodnie i bluza koloru zgniłozielonego, na to czarna kamizelka. Na głowie albo gogle, kiedy zamierza pilotować, albo nic.

Profesja:
Mechanik (oraz) Pilot Sterowców.

Umiejętności:
-Potrafi pilotować (doskonale) swój i (w rożnym stopniu) inne sterowce.
- Ma wyczulony zmysł orientacji, potrafi wskazać północ z niewielkim „hakiem”
- Potrafi w dobrym stopniu obserwować przyrodę i niebo. (wie w gdzie lecą klucze ptaków w danym okresie, potrafi określić godzinę z koloru wody oceanu, zdaje sobie sprawę kiedy zbliża się sztorm)
- Ma wyobraźnię, w sensie przewiduje skutki wyboru danego kursu, czy danego manewru.
- W niewielkim stopniu potrafi pilotować inne maszyny latające... ale naprawdę w niewielkim.

- Ma ogromne pojęcie o mechanice sterowców, potrafi naprawić silniki niemal każdego, a nawet może zbudować silnik od podstaw.
- Ma względne pojęcie o silnikach innych pojazdów (w końcu w każdym z nich „coś się kręci” ) i może podjąć się ich naprawy.
- Potrafi zbudować prowizoryczne urządzenia a także podjąć się ich naprawy (z losowym skutkiem)
- Ma nieco wyćwiczony zmysł percepcji, jednakże nie w stopniu takim jak strzelcy wyborowi.

Magia:
Jeśli chodzi o rzeczy czysto magiczne czy czary, Rufus jest zielony. Jednakże jeśli w grę wchodzą przedmioty technomagiczne, jest w stanie zrozumieć ich budowę, zasadę działania a nawet użyć ich. Niestety nie potrafi ich „skopiować” czy odtworzyć, głównie z powodu braku znajomości magii.

Broń:
Zestaw kluczy
Pistolet skałkowy(znalazł go kiedyś, kiedy sprzątał sterowiec po kursie. Nikt się po niego nie zgłosił, to przywłaszczył go sobie) – stosowany raczej jako straszak niż jako broń, ale jeszcze potrafi wypalić.

Cele:
Zbudowanie najszybszego Sterowca, i zapisanie się do annałów pilotów sterowców.

Historia:
Rodzina Neuvilow nie należała do najbogatszych, do tych średnio zamożnych też nie, ale nie była biedna. Mimo to dzieci już w młodym wieku musiały pracować zarobkowo, aby wspomóc utrzymywanie rodziny. Siostry Rufusa pracowały w zakładzie włókienniczym. Starszy brat pracował w hucie, a on zajęcie znalazł na lotnisku, przy sterowcach. Powietrzne statki zafascynowały go odkąd pierwszy raz je zobaczył, i postanowił poświęcić im swoje zainteresowanie. W wieku 7 lat pracował już jako pomocnik mechanika. Za marne grosze, jednak jednocześnie uczył się tajników mechaniki i stopniowo „awansował” w specyficznej drabince mechaników. W wieku 14 lat poraz pierwszy wzniósł się w powietrze i sterował samodzielnie sterowcem, oczywiście był to lot próbny, a za nim stał rząd starszych mechaników, jednakże żaden z nich nie przeszkadzał mu w pilotażu, toteż tę chwilę wspomina najczęściej i najmilej. Wtedy też odkryto jego talent do prowadzenia „podniebnych kolosów” i rozpoczęto jego „przeszkolenie”. W wieku 17 lat już samodzielnie odbywał kursy towarowe nad oceanem, a w 19 roku życia nawet pasażerskie. Wtedy tez „firma” w której pracował wystawiła go jako pilota do wyścigów sterowców dookoła świata, na których zajął wysokie, piąte miejsce. Po zawodach postanowił zacząć zarabiać jako niezależny przewoźnik, po części dlatego że czuł iż nie rozwinie się bardziej w starym miejscu pracy, a po części dlatego iż jego cele mijały się z rozwojem przedsiębiorstwa. Mając „błogosławieństwo” kierownictwa nabył niewielki sterowiec na niski kredyt (który do tej pory spłaca) i rozpoczął nowy dział w swym życiu...

Dobra własne:
Zestaw kluczy
Niewielka suma pieniędzy
Sterowiec – Dokładniej należy on do powietrznego przedsiębiorstwa komunikacyjnego Meis. Chłopak wziął go na kredyt, który ciągle jest spłacany, niemniej sterowiec to praktycznie jego własność. Jest to starszy typ statku, jednak w pełni odrestaurowany i nieco zmodyfikowany przez Rufusa. Wygląda niczym niewielki statek morski (bardzo mała karawela) bez masztów, z wielkim balonem koloru białego przymocowanym nad statkiem wypełnionym gazem lżejszym od powietrza, oraz czterema śmigłami znajdującymi się na rufie i po jednym na każdej burcie. Dno jest całkowicie zajęte przez silnik i inne urządzenia wymagane do żywotności statku. Nad nimi są kajuty pasażerów, izolowane od hałasu silnika, a wyżej jest już pokład. Sterowiec może pomieścić 10 osób z bagażem, a jego maksymalna nośność wynosi 25 ludzi bez żadnego bagażu. Aczkolwiek wtedy jest niezwykle ciasno, a sterowiec nie unosi się zbyt wysoko